Naturalny Makijaż Na Codzień

29/08/2020

przez Agnieszka

W ciepłe dni stawiam raczej na naturalny makijaż, by dać skórze oddychać i nie blokować jej, ale jednocześnie dać jej odpowiednią ochronę przed zewnętrznymi czynnikami. Rano zawsze zaczynam od odpowiedniej pielęgnacji, którą kończę lekkim kremem z SPF 15.

Następnie przechodzę do makijażu, który zaczynam od podkładu Clinique Even Better Glow, który również ma SPF 15, lekką konsystencję i nadaje skórze delikatny i naturalny wygląd. Wiem, że na pewno wiele osób, które znają się na makijażu i odpowiedniej kolejności nakładania produktów, może pomyśleć, że robie to źle, a co najgorsze jeszcze o tym piszę. Jednak jest to kolejność, która dla mnie wydaje się najwygodniejsza i najodpowiedniejsza, czyli dostosowana do moich potrzeb. Dlatego nie namawiam Was, abyście podążali za moim opisem krok po kroku, ale może niektóre z produktów, których używam wydadzą Wam się warte wprowadzenia do Waszej makijażowej rutyny.

IMG_0982.jpg
IMG_0983.jpg

Wracając do sedna tematu, podkład Clinique daje mi świetną bazę pod cały makijaż i sprawia, że skóra jest promienna. Ja używam odcienia Stone (WN 38), który może wydawać się ciemny i faktycznie jest ciemniejszy od naturalnego koloru mojej skóry twarzy, ale za to idealny do koloru reszty mojego ciała. To dlatego, że nie opalam twarzy, by nie narażać jej na szkodliwe promieniowanie UV, a także kiedy używam samoopalacza to nie stosuję go w obrębie skóry twarzy.

Zrzut ekranu 2020-08-19 o 21.58.41.png

Kolejnym krokiem dla mnie jest delikatny korektor. Używam go głównie pod oczami i miejscowo w razie jakiegoś niechcianego wyprysku lub ciemniejszego śladu. Ten konkretny Burberry Fresh Glow Gel Stick to właściwie podkład i korektor w sztyfcie w jednym. Kupiłam go rok temu w TK Maxx i od tego czasu się z nim nie rozstaję. Jest bardzo wydajny i założę się, że wystarczy mi jeszcze na długi, długi czas. Znalazłam go tutaj i jest dostępny w walucie Euro, mój kolor to Honey Beige.

Zrzut ekranu 2020-08-19 o 22.17.29.png

Następnie przychodzi czas na brwi, czyli coś nad czym muszę pracować szczególnie. Moje brwi naturalnie są bardzo jasne i rzadkie, a kolorem nie pasują do mojego naturalnego koloru włosów. Od jakiegoś czasu maluje je dwuetapowo. Najpierw używam wosku do brwi Glossier Boy Brow (na razie niestety niedostępny w Polsce), który przyciemnia włoski i sprawia, że pozostają one w pożądanej pozycji. Następnie używam super precyzyjnej kredki do brwi Kat Von D Signature Brow w kolorze Walnut. Zanim odkryłam Glossier używałam tylko tej kredki i w zupełności mi ona wystarczała. Można pięknie budować nią kolor, a ultra cienka końcówka pozwala na stworzenie cieniutkich linii imitujących włoski. Ja używam jej do wypełnienia jakichkolwiek ubytków i wizualnego zagęszczenia brwi. Dostępna w Sephora. 

Zrzut ekranu 2020-08-19 o 22.15.36.png

Kolejnym krokiem jest bronzer, którego używam dla ocieplenia makijażu i nadania twarzy lekkiego konturu, bo jest dość okrągła. Podkreślam nim głównie kości policzkowe, okolice linii włosów, a także obrys nosa i obszar pod dolną wargą. Na koniec zaznaczam nim również powieki i potem nie używam już cienia. Od wielu już lat używam bronzera Hoola Benefit i chyba nie zmieniłabym go na żaden inny! Jego kolor jest idealny, jest łatwy w aplikacji i bardzo wydajny. Również dostępny w Sephora. 

Zrzut ekranu 2020-08-19 o 22.17.10.png

Kolejnym krokiem jest rozświetlacz. Do tego konkretnego makijażu użyłam jako rozświetlacz serum Futuredew od Glossier, ale zwykle w mojej kosmetyczce znajduje się sztyft od Nude By Nature. Miejsca, które zaznaczam rozświetlaczem to czubek nosa, szczyty kości policzkowych, środkowe części powiek oraz tzw. łuk kupidyna czyli górna, środkowa część ust.

Zrzut ekranu 2020-08-28 o 21.14.34.png

Następnie jakimkolwiek ciemnym/ ciemnobrązowym cieniem do powiek rysuję na górnej powiece lekko wywiniętą kreskę, która optycznie wydłuża oko. Zaraz po tym przechodzę do podkręcenia rzęs zalotką i ich wytuszowania. Obecnie używam tuszu Glossier, ale wcześniej używałam Maybelline Lash Sensational i uważam, że jest świetna.

Ostatnim krokiem jest dodanie lekkiego rumieńca, który tworzy efekt muśniętej słońcem skóry. Według mnie najlepsze są kremowe róże, głównie ze względu na łatwość rozprowadzania i efekt wtapiania się w skórę. Ja używam Cloud Paint Glossier, ale każdy kremowy róż się nada.

W ten sposób tworzę promienny i rozświetlony makijaż, którego wykonanie zajmuje mi najwyżej 20 minut. Dajcie znać co myślicie i jeżeli znacie inne świetne produkty do lekkiego makijażu to chętnie przyjmę wszystkie rekomendacje !